
„Jem mało, ćwiczę, a waga ani drgnie”. To problem, z którym wiele osób zgłasza się do dietetyka. Czasami jego przyczyna okazuje się zaskakująco prosta. Nawet osoby przekonane, że spożywają mniej niż 1200 kcal dziennie, mogą nieświadomie zaniżać rzeczywistą kaloryczność diety. U niewielkiej grupy osób zgłaszających trudności z odchudzaniem różnica między deklarowanym a faktycznym spożyciem energii wynosiła średnio aż 47%.
Nie świadczy to o braku uczciwości ani nie oznacza, że każdy, kto nie chudnie, źle liczy kalorie. Pokazuje jednak, jak łatwo przeoczyć dodatkową łyżkę oliwy, sos do sałatki, słodzoną kawę czy drobne przekąski zjadane w ciągu dnia.
Przyczyny trudności z odchudzaniem nie zawsze są jednak związane z jedzeniem. Znaczenie mają również codzienna aktywność fizyczna, sen, przewlekły stres, stan zdrowia i przyjmowane leki. Do tego dochodzi adaptacja metaboliczna, czyli zmiany zachodzące w organizmie wraz ze spadkiem masy ciała. To właśnie dlatego dieta, która początkowo przynosiła dobre efekty, po kilku miesiącach może przestać działać.
Co zatem zrobić, gdy mimo starań masa ciała nie spada? Przede wszystkim ustalić przyczynę problemu, zamiast od razu sięgać po jeszcze bardziej restrykcyjną dietę.
Redukcja tkanki tłuszczowej wymaga utrzymywania ujemnego bilansu energetycznego, czyli sytuacji, w której organizm zużywa więcej energii, niż dostarcza mu pożywienie. Jeśli masa ciała nie zmniejsza się przez kilka tygodni, warto zweryfikować spożycie energii i jej wydatek. Należy jednak pamiętać, że zmiany zawartości wody w organizmie mogą czasowo maskować efekty redukcji.
Problem często zaczyna się już na etapie szacowania zapotrzebowania energetycznego. Popularne wzory do obliczania podstawowej przemiany materii mogą dawać dla tej samej osoby wyniki różniące się nawet o ponad 300 kcal na dobę [1]. U osób z otyłością dokładność niektórych wzorów może być ograniczona, dlatego uzyskane wartości warto traktować jako punkt wyjścia, a kaloryczność diety dostosowywać na podstawie zmian masy ciała obserwowanych w dłuższym okresie.
Osoby przekonane o swojej „odporności na diety” zaniżają rzeczywiste spożycie średnio o 47%, a aktywność fizyczną zawyżają o 51% [2]. Ich spoczynkowa przemiana materii mieści się przy tym w granicach 5% wartości przewidywanej dla składu ciała, więc wolny metabolizm nie tłumaczy zastoju [2]. Najwięcej pomyłek dotyczy tłuszczów: 1 g tłuszczu dostarcza 9 kcal, a 1 g białka lub węglowodanów 4 kcal [1].
Kalorie w płynach działają podstępnie, bo organizm słabo je „zauważa”. Codzienna porcja słodzonego napoju (około 450 kcal) nie zmniejsza ilości zjadanego jedzenia i podnosi masę ciała, podczas gdy ta sama energia w formie stałej jest niemal w całości kompensowana mniejszym apetytem [3].
Do tej grupy należą słodzona kawa i herbata, wody smakowe, soki (także świeżo wyciskane) oraz alkohol. 1 g czystego etanolu to 7 kcal, a alkohol dodatkowo pobudza apetyt i osłabia samokontrolę; cztery półlitrowe piwa dostarczają około 2000 kcal [1].
Deficyt rzędu 500 kcal od poniedziałku do piątku daje łącznie około 2500 kcal „zapasu”, który łatwo zniwelować kilkoma drinkami, obiadem na mieście i słodką kawą z dodatkami.
Pomiary prowadzone codziennie przez rok pokazują ten mechanizm wprost: dorośli na diecie redukcyjnej przestawali chudnąć w weekendy, a osoby odchudzające się wyłącznie ruchem przybierały wtedy średnio 0,08 kg dziennie [4]. Przyczyną było wyższe spożycie w soboty i mniejsza aktywność w niedziele.
Jadłospis oparty na produktach wysokoprzetworzonych podnosi spontaniczne spożycie średnio o 508 kcal dziennie w porównaniu z dietą z produktów nieprzetworzonych, nawet gdy posiłki mają podobną zawartość cukru, tłuszczu, soli i błonnika. W ciągu dwóch tygodni daje to około 0,9 kg przyrostu masy ciała, a dieta z produktów mało przetworzonych w tym samym czasie obniża ją o 0,9 kg [5].
Całkowite zapotrzebowanie energetyczne powstaje przez pomnożenie podstawowej przemiany materii przez współczynnik aktywności fizycznej PAL, a ten łatwo zawyżyć. Eksperci FAO/WHO/UNU proponują następujące przedziały [1]:
Osoba z pracą siedzącą i trzema treningami w tygodniu zwykle mieści się w dolnej części tej skali, a nie w środkowej.
Kluczową rolę odgrywa też spontaniczny ruch w ciągu dnia (NEAT): wiercenie się, stanie, chodzenie po schodach. W warunkach przejadania się o 1000 kcal dziennie dwie trzecie wzrostu wydatku energetycznego pochodziło właśnie z NEAT, a różnice w tej aktywności tłumaczyły dziesięciokrotne różnice w odkładaniu tłuszczu między ludźmi [6].
Częsty błąd polega na „nagradzaniu się” jedzeniem po treningu. W sporcie rekreacyjnym nie ma potrzeby zwiększania podaży energii ani białka, a przekąska po wysiłku często przewyższa spalone kalorie. Sam ruch bez zmiany diety daje zresztą minimalny spadek masy ciała, podobnie jak same porady bez konkretnego planu żywieniowego.
Aktywność fizyczna pomaga utrzymać deficyt i poprawia sprawność, ale nie zastąpi kontroli talerza. Zegarek lub aplikacja liczące kroki ułatwiają ocenę codziennego ruchu i utrzymanie go na stałym poziomie.
Zastój po kilku miesiącach redukcji to zjawisko typowe, a nie dowód porażki. Interwencje oparte na diecie z deficytem kalorycznym przynoszą średnio 5–8,5 kg (5–9%) w ciągu pierwszych 6 miesięcy, po czym masa ciała się stabilizuje [7].
Organizm reaguje na zmianę spożycia powoli: czas, w którym dochodzi do połowy docelowej zmiany masy, wynosi około roku. Osoby z większą ilością tkanki tłuszczowej tracą przy tym samym deficycie więcej kilogramów, ale dojście do nowej, stabilnej wagi zajmuje im dłużej [8].
Mniejsze ciało potrzebuje mniej energii, więc jadłospis ułożony na starcie po kilkunastu kilogramach przestaje dawać deficyt. Na to proporcjonalne zmniejszenie zapotrzebowania nakłada się dodatkowo adaptacja metaboliczna. W skrajnym przypadku uczestników telewizyjnego programu odchudzającego spoczynkowa przemiana materii spadła o 610 kcal na dobę, a 6 lat później była nadal o 704 kcal niższa niż na początku [9].
Po zrzuceniu średnio 13,5 kg spada stężenie leptyny i hormonów sytości (PYY, cholecystokininy), a rośnie stężenie greliny i subiektywny głód; te zmiany utrzymują się co najmniej rok [10].
Zapotrzebowanie trzeba przeliczać po każdej większej zmianie masy ciała, a plan redukcji z góry zakłada okresy stabilizacji.
Silniejszy apetyt po schudnięciu jest reakcją biologiczną, a nie brakiem silnej woli. Pomagają konkretne narzędzia: posiłki bogate w białko i błonnik, regularny sen i aktywność fizyczna.

Dlatego w aplikacji BeDiet dietetyk co 7 dni układa nowy plan posiłków dopasowany do Twoich postępów. Jadłospis nadąża wtedy za zmianą masy ciała, zamiast zostać na poziomie z pierwszego tygodnia.
Krótki sen rozregulowuje hormony głodu i sytości szybciej, niż zakłada większość osób na diecie. Już dwie noce ograniczonego snu obniżają stężenie leptyny o 18%, podnoszą stężenie greliny o 28%, a głód o 24%, przy czym najmocniej rośnie ochota na kaloryczne produkty bogate w węglowodany (o 33–45%) [11].
Przy nawykowym śnie trwającym 5 zamiast 8 godzin leptyna jest niższa o 15,5%, a grelina wyższa o 14,9%; u osób śpiących krócej niż 8 godzin BMI rośnie wraz ze skracaniem snu [12].
Niedosypianie zmienia też to, co faktycznie się traci. Podczas dwóch tygodni diety z deficytem osoby śpiące 5,5 godziny zgubiły 0,6 kg tłuszczu, a śpiące 8,5 godziny 1,4 kg, czyli o 55% mniej tkanki tłuszczowej przy krótkim śnie [13]. Jednocześnie ubytek beztłuszczowej masy ciała, w tym mięśni, wzrósł o 60% [13].
Przewlekły stres działa podobnie przez kortyzol, którego trwale podwyższone stężenie nasila łaknienie i zwiększa ryzyko hiperinsulinemii oraz insulinooporności [1].
Kobiety reagujące na stres silnym wyrzutem kortyzolu zjadają w stresujący dzień więcej kalorii i częściej sięgają po słodycze niż kobiety o słabszej reakcji [14]. Długotrwały nadmiar kortyzolu sprzyja otyłości brzusznej, a obniżają go wszelkie formy aktywności fizycznej, nawet zwykły spacer [15].
Otyłość jest przewlekłą chorobą o wieloczynnikowym podłożu, w którym współdziałają czynniki genetyczne, środowiskowe, hormonalne i metaboliczne [16]. Przewlekłe schorzenia i część leków mogą spowolnić redukcję, ale założenie, że choroba ją uniemożliwia, nie ma uzasadnienia [1]. Objawy, przy których warto pójść do lekarza, zebraliśmy w ramce „Kiedy do lekarza” w dalszej części artykułu.
Nieleczona lub źle wyrównana niedoczynność tarczycy może obniżyć podstawową przemianę materii nawet o 30–40%, natomiast prawidłowo leczona nie wpływa negatywnie na masę ciała [1].
Po roku terapii lewotyroksyną spoczynkowy wydatek energetyczny w przeliczeniu na kilogram beztłuszczowej masy ciała rośnie średnio z 26,5 do 28,7 kcal na dobę [17].
W chorobach dietozależnych, takich jak cukrzyca typu 2 i nadciśnienie, dieta, ruch i spadek masy ciała wyraźnie poprawiają wyniki [1]. Zespół policystycznych jajników (PCOS) wiąże się z nadmiarem androgenów i otyłością brzuszną [15], a ze względu na podwyższone ryzyko metaboliczne podstawę terapii stanowi zdrowy styl życia, z jednoczesną uwagą na stygmatyzację wagi [18].
Część często przepisywanych leków zmienia masę ciała o 1–3 kg, w obu kierunkach [19]:
| Lek | Zastosowanie | Średnia zmiana masy ciała |
|---|---|---|
| pioglitazon | cukrzyca typu 2 | +2,6 kg |
| olanzapina | leczenie psychiatryczne | +2,4 kg |
| gabapentyna | ból neuropatyczny, padaczka | +2,2 kg |
| glimepiryd | cukrzyca typu 2 | +2,1 kg |
| amitryptylina | depresja, ból przewlekły | +1,8 kg |
| mirtazapina | depresja | +1,5 kg |
| kwetiapina | leczenie psychiatryczne | +1,1 kg |
| metformina | cukrzyca typu 2 | −1,1 kg |
| bupropion | depresja | −1,3 kg |
| liraglutyd | cukrzyca typu 2, otyłość | −1,7 kg |
Niektóre leki przeciwdepresyjne nie spowalniają przemian metabolicznych bezpośrednio, ale zwiększają apetyt [15]. Na liście leków do omówienia z lekarzem znajdują się też kortykosteroidy, beta-blokery i antykoncepcja hormonalna [15], choć dla leków przeciwnadciśnieniowych zmiany masy ciała w badaniach były nieistotne statystycznie lub oparte na dowodach bardzo niskiej jakości [19].
Leków nie odstawia się samodzielnie: jeśli podejrzewasz ich wpływ na wagę, porozmawiaj z lekarzem o możliwej zamianie.
Skuteczna zmiana rzadko polega na jeszcze mocniejszym cięciu kalorii. Specjaliści poprawiają raczej skład posiłków tak, aby deficyt był łatwiejszy do utrzymania i nie odbywał się kosztem mięśni.
Wyższe spożycie białka przy diecie redukcyjnej zwiększa utratę masy ciała średnio o 0,79 kg i tkanki tłuszczowej o 0,87 kg, a przy tym chroni beztłuszczową masę ciała i ogranicza spadek spoczynkowego wydatku energetycznego [20].
Korzystny zakres to 1,2–1,6 g białka na kilogram masy ciała dziennie, najlepiej około 25–30 g w każdym posiłku [21].
Białko daje umiarkowanie silniejsze uczucie sytości, choć jego efekty w dłuższym okresie zależą przede wszystkim od trzymania się zaleceń. Mięśnie dodatkowo chroni trening oporowy, który w odróżnieniu od samego białka poprawia też siłę [22].
Ilość błonnika w diecie z deficytem kalorycznym okazuje się najsilniejszym pojedynczym predyktorem utraty masy ciała, niezależnie od kaloryczności i proporcji makroskładników, a do tego wiąże się z lepszym trzymaniem diety [23]. Jego głównymi źródłami są warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe i nasiona roślin strączkowych.
Wypijanie 500 ml wody przed każdym głównym posiłkiem w połączeniu z dietą niskokaloryczną zwiększa utratę masy ciała o około 2 kg w ciągu 12 tygodni u osób w średnim i starszym wieku [24]. Woda powinna być głównym napojem w ciągu dnia, uzupełnianym niesłodzoną kawą i herbatą.
Różnice między popularnymi dietami okazują się niewielkie: zarówno modele niskowęglowodanowe, jak i niskotłuszczowe dają po roku około 7 kg spadku masy ciała [25]. Ubytek kilogramów zależy od stopnia przestrzegania diety, a nie od jej rodzaju [26].
Po 12 miesiącach zdrowej diety niskotłuszczowej i niskowęglowodanowej różnica wynosi zaledwie 0,7 kg (5,3 vs 6,0 kg), a ani genotyp, ani wydzielanie insuliny nie pozwalają przewidzieć, która opcja zadziała lepiej [27]. Z tego powodu dietetyk dobiera model żywienia do upodobań, rytmu dnia i budżetu pacjenta.
Zapisywanie tego, co się je i pije, pozwala wychwycić przekąski, napoje i weekendowe odstępstwa, a przy okazji obserwować głód, sytość i dolegliwości trawienne.
Systematyczna samokontrola, czyli dzienniczek żywieniowy, zapisywanie aktywności i regularne ważenie, konsekwentnie wiąże się z większym spadkiem masy ciała [28]. Dzienniczka nie trzeba prowadzić stale; najwięcej daje w pierwszych tygodniach zmiany nawyków.
Najwięcej czasu zabiera wpisywanie produktów, dlatego w aplikacji BeDiet wystarczy zrobić zdjęcie posiłku albo zeskanować kod kreskowy, a produkt trafia do jadłospisu w kilka sekund.
Nawet dobrze ułożony jadłospis nie zadziała, jeśli sposób myślenia o jedzeniu prowadzi do cyklu restrykcji i objadania się. Psychodietetycy najczęściej spotykają się z następującymi schematami [29]:
Zbyt restrykcyjna dieta często kończy się tym, że po kilku dniach głodówki apetyt wraca ze zdwojoną siłą. Często wystarczy zmienić jeden, dotąd niezauważany element: wprowadzić śniadanie, zacząć pić wodę albo jeść posiłek przed włączeniem serialu.
Jeśli jedzenie służy głównie do radzenia sobie z emocjami, a myśli o diecie towarzyszą przez całe życie, pomocy szuka się u psychologa lub psychoterapeuty, bo problem może dotyczyć potrzeby kontroli, a nie samej masy ciała.
Uporządkowanie przyczyn w określonej kolejności oszczędza czas i frustrację. Dietetycy zaczynają od rzeczy najczęstszych i najłatwiejszych do sprawdzenia, a badania hormonalne zostawiają na później: